Pokazywanie postów oznaczonych etykietą czytam. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą czytam. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 23 lipca 2018

CZEŚĆ, CO SŁYCHAĆ? Magdalena Witkiewicz

  Uwielbiam ten hasztag #czytampolskichautorów! Bo jak jest, kogo i co czytać, to czytam! Gdy byłam młodsza, kochałam Grocholę, Jej Judytę i Zielone Drzwi - autobiografię. Potem kochałam Kalicińską i opowieści znad rozlewiska! A teraz zachwycam się Anią Niemczynow i Magdą Witkiewicz - Królowymi współczesnego polskiego obyczaju! :D

  Gdy zamawiałam Cześć, co słychać?, spodziewałam się lekkiej powieści osadzonej w realiach, które znam i fajnego wieczorku w jej towarzystwie. Co dostałam? Dostałam fantastyczną opowieść spisaną w sposób, jaki najbardziej lubię - trochę ironni, szczypta sarkazmu, parę niecenzuralnych słów i morał na koniec. Jaki morał w tym przypadku? Taki, że każda decyzja, każde zachowanie może pociągnąć za sobą całą lawinę konsekwencji. Teoretycznie zawsze można się wycofać, ale w praktyce nie jest to znowu takie łatwe. I masz tu babo placek.


  Często - kiedy mamy już wszystko - zaczyna nam czegoś brakować. Mamy zupę, chcemy drugiego dania, mamy to, pragniemy deseru. Zjemy deser i marzą nam się lody z polewą karmelową. Aż w końcu umieramy z przejedzenia i zastanawiamy się, na co nam to było. Tak właśnie miała Zuzka - główna bohaterka powieści Cześć, co słychać? 39 lat, dwie cudowne córki, fajnego męża, kalendarz wypełniony po brzegi, bezpieczną rutynę. Czego nie miała? Fajerwerków nie miała, motyli nie miała i za nic w świecie nie wystarczało jej narysowanie ich sobie. Chciała je poczuć. Jakie miało to konsekwencje?

  Zuza nawarzyła sobie w pewnym momencie piwa. I była zmuszona wypić je duszkiem. Towarzyszyły jej trzy przyjaciółki z liceum. Każda w nieco innym miejscu w życiu, ale każda z podobnymi pragnieniami. 

  Powieść ta adresowana jest chyba przede wszystkim do dojrzałych kobiet, które trochę już przeżyły i mają spory bagaż. I ten emocjonalny, i ten niemetaforyczny. Dla mnie ta książka jest bardzo wartościowa. Porusza temat podjęcia terapii! A ja bardzo lubię, jak o tym jest w książkach. O tym, że terapia pomaga, jest oczyszczająca i skuteczna.



  Na koniec powieść bardzo zaskakuje - pojawia się bowiem bardzo ważny i aktualny w naszych polskich realiach wątek - nie chcę zdradzać, jaki, ale mnie bardzo zaskoczył i dodał losom Zuzki dramatyzmu, zapoznając Czytelników z jej tajemniczą i trudną przeszłością.

 Zdecydowanie, nie jest to słodko-pierdząca opowieść o czymś, czego w “normalnym” życiu nie ma. Każda kobieta może być Zuzką, Monią, Agnieszką czy Iwoną. Każda może mieć Wojtka i tęsknić za Pablem. Każda może chcieć motyli, biedronek i innych owadów. Nie każdej jednak wyjdzie to na dobre.

Dziś wiem i widzę już nieco więcej. Nauczyłam się patrzeć, ale umiem też przymykać oczy. Ze strachu, że popełnię błąd.
Jestem taka jak inne, to wiem na pewno. Matki, żony i kochanki. Kobiety w połowie życia. Mądrzejsze niż 20 lat temu, ale za to z bagażem doświadczeń.
Pełne głęboko skrywanych tajemnic, o które nikt nas nie podejrzewa.

Czasem tęsknię za czymś, czego nie potrafię nazwać, uśmiecham się do ludzi, chociaż w sercu mam bałagan. Może coś tracę, zyskując spokój.
Bardzo dbam, by nie padły słowa, których nie można wymazać.
Nigdy jednak nie przyszło mi do głowy, jak niebezpieczne może być: „Cześć, co słychać”…

Tytuł: Cześć, co słychać?
Liczba stron: 320
Wydawnictwo: Filia
Rok wydania: 2016

MIŁOŚĆ I WOJNA Lesley Lokko

 Jeszcze chyba nie czytałam książki z tak wieloma niedopowiedzeniami i tak dużą szczeliną między kolejnymi wydarzeniami, między fabułą a rzeczywistością, wnioskami, do których trzeba samemu dojść. Tak duża przestrzeń, by snuć własne domysły - być może irytująca, ale jakże zmuszająca do refleksji!

  Na początku nie mogłam się wczuć. Gubiłam się, miotałam, myliłam bohaterów, mieszało mi się wszystko. Trochę się denerwowałam. Nawet nie trochę. Chciałam wziąć tę powieść na szybko. W drodze powrotnej z Sopotu. Nieco ponad 6h jazdy w fajnych warunkach wydawało się być idealnym czasem na lekturę. No nie. Czytałam, ale z trudem. Zatrzymywałam się, by myśleć nad wieloma kwestiami. To właśnie mają w sobie książki Lesley Lokko. W czasie czytania tysiąc razy zatrzymuję się, by sobie pomyśleć. Wczuwam się w opisywaną rzeczywistość całą sobą, chłonę te wszystkie wydarzenia, jakbym naprawdę w nich uczestniczyła. Zastanawiam się, co ja bym w danej sytuacji zrobiła, czy to w ogóle możliwe, czy tak naprawde gdzieś jest? Pytania mnożą się w mojej głowie, wytrącając mnie z rytmu.

 Trafia mnie, jak czytam, że książki Lokko to "LEKKIE" książki! Bzdura! To nie są lekkie opowieści o tym, jak się smaży naleśniki. To nasycone dramatyzmem opowieści o trudnych decyzjach, przewrotności losu, zależności od warunków, o życiu. I o tym, jak to życie bardzo różni się w różnych częściach świata! O tym, jacy jesteśmy ograniczeni, narzekając na pogodę w naszym kraju, nie mając pojęcia, że gdzieś na świecie - wcale nie tak daleko od nas - toczy się walka o przeżycie, o kawałek chleba, o prawa. Siedzimy sobie zadowoleni, zastanawiając się, jaką to nową dietę wypróbować, a ktoś obok mierzy się z najtrudniejszym zadaniem w życiu. Walczy. Przegrywa. Wygrywa. Spala się. Uczy. Powieści Lokko poruszają każdy możliwy wątek. Wszystko. Niewyobrażalne bogactwo przeplata się z niewyobrażalnym ubóstwem. Luksus jest tak samo często, jak radość z ciepłego swetra. W jednym miejscu jest pokój, w drugim - wojna.
Każdy bohater dowodzi, że człowiek potrafi sobie poradzić ze wszystkim. Wszystko przetrwać. Wszystkiemu stawić czoła.

I tak też jest w najnowszej książce Miłość i wojna.

W blurbie czytamy: Lexi Sturgis, dziennikarka telewizyjna, specjalizuje się w relacjonowaniu konfliktów zbrojnych. jest nieustraszona podąża wszędzie tam, gdzie dzieje się coś naprawdę ważnego. Przy tym jest skryta, nie lubi nawiązywać bliższych więzi. Kiedy w Egipcie podczas Arabskiej Wiosny tajna policja uprowadza młodą lekarkę pracującą dla organizacji Lekarze Bez Granic, to właśnie Lexi rusza na poszukiwania. Okazuje się, że z tą sprawą związane są skomplikowane losy kilku rodzin. 

Lesley Lokko jest po prostu fenomenalna! Pełną napięcia narracją opisuje, jak wygląda praca korespondenta wojennego. Czy jest tam miejsce na strach? Współczucie? Miłość? Przyjaźń? Zazdrość?
Przedstawia też organizację Lekarze Bez Granic. Co kieruje ludźmi, którzy decydują się do niej przyłączyć? O co walczą? W co wierzą? Jak udaje im się przetrwać?



Lokko sięgnęła po bardzo trudną tematykę. Ale w każdej jej powieści jest pełno trudnych tematów. Według mnie poradziła sobie znakomicie. Na pewno wrócę do tej książki za jakiś czas. Ciekawe, czym wtedy mnie zachwyci.

Po jednej stronie jest to, czym jesteśmy, a po drugiej to, czego nie chcemy uznać za swoje. 
                                                                             - Lesley Lokko, Miłość i wojna, str. 375

Tytuł oryginału: In love and war
Przekład: Urszula Smerecka
Liczba stron: 415
Wydawca: Świat Książki, Warszawa 2018

wtorek, 10 lipca 2018

BLUSZCZ Anna H. Niemczynow

 "Powroty są piękne" - to napisała główna bohaterka, Julita, w swoim pamiętniku. Zgadzam się z tymi słowami.  Powroty  do ukochanych  miejsc, ukochanych ludzi i do ukochanych autorów. Ania Niemczynow oddała swoim Czytelnikom nową powieść - Bluszcz. Twórczość Ani jest mi bardzo bliska, zawsze odnajduje w niej to, czego szukam. Sama Ania - choć niestety nie znam Jej osobiście - też jest mi bliska przez to, co reprezentuje chociażby na swoim instagramowym profilu, przez swoje postawy oraz to, czym dzieli się z nami w swoich książkach. Tyle w Niej wdzięczności i szczerej radości. Mknie jak burza, pisząc, pisząc i pisząc. I bardzo dobrze - niech pisze jak najwięcej , bo tego nam trzeba ! Nam - polskim Czytelnikom spragnionym dobrej polskiej literatury.



W Bluszczu jest dużo emocji. Dużo przeżyć, zakrętów i życiowych zawijasów. Jest dużo duchowości. Wiary. Nadziei. Miłości. Poszukiwania. Dużo medytacji i mantr.

Julita - główna bohaterka, żona Gerarda, mama Kamili i Marcina, gospodyni domowa, w której zakorzenione są powtarzane dawno temu przez babcię rady, jak żyć zgodnie z Bogiem i Jego słowami. To właśnie przez kurczowe trzymanie się tych wszystkich rad i zasad jej życie jest jednym wielkim koszmarem.
Ela - przyjaciółka Julity, lekarz pediatra, która za pomocą medytacji szuka równowagi między na pozór idealnym życiem a wewnętrzną rozpaczą.
Gerard - mąż Julity, wojskowy, domowy tyran, tradycjonalista przyzwyczajony do patriarchatu.
Kamila - 17-letnia córka Julity i Gerarda, młoda artystka, wyrażająca siebie przez sztukę.
Marcin - 19-letni syn Julity i Gerarda. zagubiony młody człowiek zmagający się z niezrozumieniem i brakiem akceptacji, walczący z pułapkami współczesnej rzeczywistości.
A także cały szereg bohaterów drugoplanowych, którzy dzięki doskonałej kreacji psychologicznej, ubarwiają powieść i uzupełniają losy głównych bohaterów.

Bluszcz porusza wiele aktualnie bardzo powszechnych tematów, wiele razy zaskakuje niespodziewanymi zwrotami akcji, a także rzadko spotykanymi kwestiami. Jest swoistego rodzaju rollercoasterem emocji.
Możesz być pewny, że czytając tę powieść, przejdziesz przez wszystkie możliwe stany emocjonalne - smutek, złość, poczucie bezsensowności, zdziwienie, radość, nadzieję, satysfakcję…

Dla mnie dużym plusem jest to, że wszystko dzieje się w znanych nam - polskim Czytelnikom - realiach. Wszystko jest takie znane, a zarazem zaskakujące, z jednej strony - wiemy, o czym mowa,  a z drugiej - dziwimy się - no ale jak? No jak?

Kolejnym plusem jest doskonale wkomponowana w fabułę kwestia akceptacji samego siebie. Kocham te fragmenty, jak Julita cieszy się, że może zjeść sobie śniadanie chleb z nutellą i nikt nie patrzy na nią za to krzywym wzrokiem; to, jak idą z Elą na kawę, do której zamawiają ciastko; to, jak postanawia odchudzić się, by dobrze wyglądać na rozprawie rozwodowe, ale w końcu dochodzi do wniosku, że to bez sensu.

W Bluszczu na próżno szukać naiwnej wiary w to, że wszystko jakoś to będzie albo że się jakoś ułoży. Nie. Losy bohaterów tej książki pokazują, że o wszystko trzeba walczyć. Każda decyzja jest najczęściej owinięta całym szeregiem wyrzeczeń i zmian, dużą odwagą, wieloma łzami. Nic nie dzieje się ot tak sobie, ale … wszystko jest możliwe.



Cieszę się, że ta książka trafiła do mojej osobistej biblioteczki, na pewno jeszcze do niej wrócę i będę szczerze polecać.

sobota, 7 lipca 2018

ŚWIAT U STÓP Lesley Lokko

 Lesley Lokko to przewodniczka po życiu. Wychowana w Ghanie doktor architektury na Uniwersytecie Londyńskim, która w wolnym czasie pisze książki. Artystka. W Polsce uznawana za egzotyczną autorkę, niezbyt znana, ale jej nazwisko jest warte zapamiętania.


  Na jej twórczość natknęłam się przez przypadek. Już od pierwszych stron Świat u stóp (ang. Sundowners) pochłonął mnie do imentu. Pokochałam tę ponad 500-stronicową opowieść, zatracając się w śledzeniu losów czterech głównych bohaterek.
Zachwycałam się opisami miejsc, w których przez 20 lat toczyła się fabuła powieści. RPA, Anglia, Stany Zjednoczone, Kuala Lumpur, Ghana…
Zachwycałam się genialnym stylem pisania Lokko - prostym, a zarazem pozostawiającym pewien niedosyt. Tak jakbym zjadła już dwie gałki najlepszych lodów na świecie i miała nieodpartą ochotę na trzecią. Tak samo jest właśnie z twórczością Lokko.
Świat u stóp otworzył przede mną bramy do świata czytelniczej pasji. Pierwszy raz sięgnęłam po tę książkę, mając 14 lat, zaraz przed Bożym Narodzeniem. I od tej pory czytam ją co roku, rozpoczynając lekturę zaraz po kolacji wigilijnej. Niektórzy w tym czasie oglądają Kevina, a ja przypominam sobie dzieje Rianne, Gabby, Charmaine i Natalie.
   Za każdym razem książka zachwyca mnie na nowo i odkrywa przede mna coś, czego wcześniej nie znałam. Ta powieść dojrzewa razem ze mną albo to ja rozwijam się wraz z nią.
Każda z głównych bohaterek pochodzi z innego miejsca na świecie, rodziny o innym statusie społecznym, została wychowana w innej kulturze... Spotykają się jako nastolatki w szkole w Anglii i zostają  przyjaciółkami na całe życie.

“Cztery kobiety. 20 lat ich życia. 
Wielowątkowa powieść o przyjaźni i miłości rozgrywająca się na tle ważnych wydarzeń politycznych u schyłku XX wieku.” - czytamy w blurbie na tylnej okładce książki.



  Lokko, opisując zawiłości życia, przenosi Czytelników do całkiem innego, ale jednocześnie  równoległego do naszej rzeczywistości świata. Porusza tematy, których boją się inne powieści obyczajowe. Zmusza do refleksji i zastanowienia się nad sobą, własnym życiem i wartościami. Brnąc przez kolejne rozdziały, musimy stawić czoła kwestiom, które wydają się kontrowersyjne, bardzo trudne i stanowią doskonałą naukę - naukę o ludziach, ich zachowaniach w różnych sytuacjach, trudnych do przezwyciężenia przekonaniach i uprzedzeniach. Powieść ukazuje przewrotność życia i udowadnia, że nigdy nie wiesz, co czeka na Ciebie za rogiem.
  Wisienką na torcie jest też to, że losy bohaterek przeplatają się z bardzo ważnymi dla świata wydarzeniami  historycznymi. Historia stanowi tło sytuacji przeżywanych przez kobiety w ich życiu prywatnym i zawodowym. Na każdą z nich wpływa to, co dzieje się dookoła. Dodaje to także ich życiu dramatyzmu, przez co sprawia, że powieść nie należy do lekkich - wręcz przeciwnie - jest trudna i ambitna. Nie wszystko jest podane na tacy. Wielu rzeczy musimy domyślić się sami.

Po zaprzyjaźnieniu się z bohaterkami i po przejściu wraz z nimi przez tych 20 lat ich życia Czytelnik nie jest już tą samą osobą. I właśnie to jest tak bardzo zachwycające w tej niezwykłej książce - najpierw sprawia, że na chwilę pozbywasz się własnego Ja, by potem na nowo odkryć je i dojść do wniosku, że jeszcze nigdy wcześniej Twoje Ja nie było tak zintegrowane z Tobą.

Spotkałam się z wieloma opiniami na temat tej książki, wśród osób, które w jakiś sposób na nią trafiły, bo jak wcześniej wspomniałam - w Polsce Lesley Lokko nie jest najbardziej znana. Te opinie były różne, ale jak wiadomo o gustach się nie dyskutuje. Mnie każda powieść Lokko dogłębnie porusza. Na początku bohaterowie mogą irytować, ale z czasem dowiadujemy się, co stoi za każdym zachowaniem. Nie ma tam przypadków, nie ma pomyłek czy wydarzeń bez sensu. Wszystko ma sens, każdy błąd popełniany przez bohaterki niesie za sobą cenne lekcje życia. Każde spotkanie wpisuje się w ich historię.

Jakie emocje towarzyszą mi podczas czytania Świata u stóp? Za każdym razem inne. Połączenie tęsknoty, nostalgii, wzruszenia, złości, poczucia beznadziejności, ale też nadziei. I wiary. Wiary, że przecież wszystko jest możliwe i nigdy nie wiesz, co przyniesie kolejny dzień.

niedziela, 3 czerwca 2018

DZIEWCZYNA Z WARKOCZAMI Anna H. Niemczynow

   Wszyscy już wiedzą, że pałam ogromną miłością do Ani H. Niemczynow i Jej twórczości, zatem zaraz po W maratonie życia, sięgnęłam po Dziewczynę z warkoczami i już niecierpliwością oczekują najnowszej powieści Bluszcz :D


  Główna bohaterka to 24-letnia studentka pedagogiki - Paulina Leońska. Pochodzi z dobrego domu, ma kochających rodziców i właśnie kończy studia. Świat stoi przed nią otworem. W życiu od najmłodszych lat towarzyszy jej przyjaciółka Dagmara i jej - już nie tak wspaniała - rodzina, do której domu po wielu latach puka dawny przyjaciel rodziców - Mikołaj.


  Starszy o ponad dwadzieścia lat od głównej bohaterki mężczyzna bardzo szybko staje się jedną z najważniejszych osób w życiu młodej Pauliny. Mikołaj wprowadza do poukładanego świata dziewczyny niemały zamęt. Na jaw zaczynają wychodzić od lat skrywane tajemnice, sekrety i kłamstwa. Pojawia się wiele pytań, ale równie dużo odpowiedzi. Wszystko obraca się do góry nogami.


                                                                                       



  Na tylnej okładce książki czytamy: “Piękna opowieść o pamięci, miłości i losie, który chociaż zależy od nas, to został już raz zapisany w gwiazdach. My musimy tylko właściwie odczytywać znaki."

Według mnie to idealne podsumowanie tego, czego możemy się spodziewać po tej powieści. Otoczy nas ciepłem i lekkością, powiewem świeżości i nadziei, skłoni do refleksji nad przeznaczeniem. Zagwarantuje dozowaną powoli eksplozję emocji. Skłoni do przemyśleń na temat sensu planowania  życia i poddawaniu się metaforycznemu nurtowi rzeki.

“Całe życie osadzeni jesteśmy w przyszłości. To ona ma być lepsza, bardziej wartościowa i ma nas prowadzić znowu do lepszej przyszłości. Jeśli jednak noga nam się powinie, to wędrujemy w przeszłość i zastanawiamy się, co zrobiliśmy nie tak, że nie poszło po naszej myśli. I tak dalej, i tak dalej…” - Dziewczyna z warkoczami, str. 127

 Dodatkowym plusem powieści są nadzwyczaj aktualne przemyślenia głównej bohaterki dotyczące współczesnego świata i realiów, w jakich żyjemy. Paulina spogląda na rzeczywistość z odpowiednim dla siebie dystansem i humorem.

“Czasami zapominam, kim jestem. Chcąc być miłą dla każdego, gdzieś po drodze gubię siebie. Ten cały fit idealny świat mnie męczy. Facebook też mnie męczy… W wirtualnym świecie dla innych jesteśmy warci tyle, ile liczba lajków pod naszym ostatnim postem.” - Dziewczyna z warkoczami, str. 136

Choć jest to powieść, w której pierwszoplanową rolę odgrywa miłość, to - dzięki Ci Aniu - nie znajdziemy tam opisów scen grejopodobnych. Od czasów fenomenu Grey’a w każdej książce z wątkiem romantycznym jest choć jeden opis sceny erotycznej. Tutaj nie. Tutaj jest magia. Miłość w wymiarze duchowym i uczuciowym, a nie tylko i przede wszystkim fizycznym.

Ania jest jak nimfa i pisze jak nimfa. Delikatnie, subtelnie, z wyczuciem. Stawia na emocje i za to jestem jej najbardziej wdzięczna - za emocje, którymi obdarowała mnie Jej powieść. Za trafne spostrzeżenia dotyczące naszej rzeczywistości. Za dystans, który miała Paulina i który od niej przejęłam ja.

Dziewczyna z warkoczami licząca 460 stron towarzyszyła mi przez całą drogę powrotną z Warszawy, co świadczy o tym, że czyta się ją jakby oglądała :) Przeczytałam całą w 3,5 h, czyli w czasie jazdy pendolino z Warszawy Centralnej do Wrocławia Głównego. To był piękny czas.

wtorek, 13 marca 2018

W MARATONIE ŻYCIA Anna Harłukowicz - Niemczynow

Pierwszy wpis będzie moją refleksją po lekturze powieści Anny Harłukowicz - Niemczynow - wspaniałej
młodej polskiej pisarki -  W maratonie życia.

Ania Harłukowicz - Niemczynow jest niesamowicie inspirującą osobą. Biega, piecze chleby i pyszne ciasta ,
żyje bardzo świadomie i roztacza dookoła swoją magię. Taka sama jest Jej debiutancka powieść
W maratonie życia - inspirująca, podnosząca na duchu i pokazująca, że jak i w maratonie, tak w życiu -
wszystko się może zdarzyć, a Ty niczego nie możesz być pewien. .

Można się o tym przekonać, śledząc Jej instagrama: @annaniemczynow.pl
lub zaglądając na Jej stronę KLIK.

Bo w życiu jest jak w pierwszym maratonie - na początku wszystko wydaje się proste. Kiedy biegniesz trzeci kilometr, nie jesteś w stanie przewidzieć, co czeka Cię na trzydziestym… Dlatego ludzie biegają - dla tej ciekawości i adrenaliny. Bo czym byłoby życie bez emocji?
  - W maratonie życia, str. 37


Główną bohaterką powieści jest Matylda Kochanek - Ostrowska, która - zaczynając opowieść o swym życiu - powraca do nastoletnich czasów, gdy była jeszcze Matyldą Lasecką. Kilka kilometrów później staje się Matyldą Kochanek, by na końcu odnaleźć spokój i stabilizację przy Tomku Ostrowskim i zostać Matyldą Kochanek - Ostrowską - kobietą, która przebiegła maraton.
Dlaczego ‘kilka kilometrów później? Dla Matyldy maraton - dystans królewski, całe 42,195 km - jest metaforą jej życia.
Z każdym przebiegniętym kilometrem kobieta pozostawia za sobą dawne żale, rozterki, błędy i słabości. Zostawia to, co przeżyła i to, co doprowadza ją właśnie do miejsca startu maratonu i mety własnej walki.

Matylda bowiem już na początku nie miała lekko - dorastała w dysfunkcyjnej rodzinie, co przełożyło się na jej całe dorosłe życie. Jedyną osoba, na której wsparcie mogła liczyć o każdej porze dnia i nocy i w każdej sytuacji, była jej babcia Ania.
Matylda szybko wyszła za mąż, jednak to małżeństwo nie było udane. Jej dużo starszy mąż upokarzał ją na każdym kroku, nie był jej wierny, nie potrafił odnaleźć się w roli męża i ojca.
Podczas trwania tego związku Matylda kończy studia, rodzi Kajtka, zaczyna pracę jako nauczycielka
i … wdaje się w romans. Kiedy wydaje się, że nie spotka jej już nic gorszego od małżeństwa z Kostkiem Kochankiem, dopiero przekonuje się, jak wiele pułapek i upadków jeszcze na nią czeka. Romans z kolegą z pracy, a zarazem synem dyrektorki w jej szkole doprowadza ją do całkowitej rozsypki. Matylda pogrąża się w żalu i rozpaczy, jest na językach całego Kołobrzegu…

Jej sposobem - aż samo się nasuwa - na całe zło staje się bieganie. Pokonywanie kolejnych kilometrów, zamienianie łez w pot, oczyszczanie głowy. Bieganie daje jej siłę, której potrzebuje do walki ze wszystkimi trudnościami.
Dzięki bieganiu uczy się pokonywać przeszkody. Bieganie staje się jej samoistną terapią.

TRZYDZIESTY SIÓDMY KILOMETR: Wykorzystuję absolutnie cały swój potencjał mięśniowy. Na własnej skórze przekonuję się, że ludzki organizm jest w stanie znieść o wiele więcej, niż mogłoby się wydawać. “Wcale nie jest tak źle - mówię do siebie. - Himalaiści mają gorzej. Dobrze, że nie muszę wlec na plecach ciężkiego plecaka.” - W maratonie życia, str. 368

No właśnie - zawsze może być gorzej. Przy końcówce swej opowieści Matylda o tym doskonale wie.

W procesie czytania można doświadczyć swoistej mieszanki emocji - od żalu, smutku, współczucia przez złość, rozgoryczenie, aż po radość i szczęście.
Matylda staje się bardzo bliską osobą, choć ta znajomość nie trwa długo,  ponieważ książkę czyta się - a właściwie biegnie się po niej - błyskawicznie.

Zabrakło mi nawet pewnego fragmentu - pewne kwestie zostały niedopowiedziane, niewyjaśnione. Pozostał pewien niedosyt.  Nie wszystko było oczywiste.

Na pewno nie jest to powieść z rodzaju “ a potem żyli długo i szczęśliwie”. Jest to typowa powieść obyczajowa, która udowadnia, że po każdej, nawet największej burzy wychodzi słońce, ale niekiedy trzeba najpierw przetrwać straszliwe sztormy...

Ania Harłukowicz - Niemczynow jest wspaniałą przedstawicielką młodego pokolenia polskich autorów, jest do tego przesympatyczną i pokorną osobą, której twórczość na pewno na stałe zagości w polskich księgarniach.
Jej kolejne pozycje to: Dziewczyna z warkoczami, Czas cudów i aktualnie pisana książka Bluszcz